Witaj na stronie Polsce Wierni.

Jesteś u Bloom_and_books

Luźne myśli @Bloom_and_books

Wprowadzenie do rozważań


Zapytałam swojego kolegę, czy kojarzy Polsce Wiernych, a on odrzekł: „A, to są narodowcy”. Z tym większą radością chciałabym podziękować Ambro za możliwość podzielenia się z Państwem swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego, co moim skromnym zdaniem możemy obserwować od 1989 roku w przestrzeni publicznej, a czego rezultatem – również w mojej opinii – ma być demontaż państwa w kształcie, jaki znamy oraz całkowita dekonstrukcja tożsamości narodowej. W dzisiejszym eseju chciałabym przestawić Państwu wątki, które zamierzam poruszyć
.

A zacząć chciałabym – to wątek pierwszy –
od edukacji.

Zapewne znają Państwo słynne słowa wypowiedziane przez Jana Zamoyskiego: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Słowa, które padły prawdopodobnie w 1600 roku podczas ogłaszania aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej, nadal są aktualne. Niestety. Dekonstrukcja tożsamości narodowej – głównej osi moich rozważań – rozpoczyna się
bowiem w trakcie procesu edukacji.

Edukacja to proces kreowania tożsamości narodowej, o czym często zapominamy, albo wręcz nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wprowadzanie określonych treści do podstawy programowej czy też ich wyprowadzanie ma określone skutki, podobnie jak obniżanie poziomu nauczania, Paradoksalnie dotyczy to szczególnie nauk ścisłych, ponieważ są one w dużej mierze oparte na myśleniu abstrakcyjnym. Nie bez przyczyny matematyka jest nazywana królową nauk. Uczy myślenia i dyscypliny w myśleniu. Konsekwencją okrajania podstawy programowej z chemii czy fizyki jest brak rozumienia, jak funkcjonuje rzeczywistość wokół nas. Na szczęście nie usunięto, wbrew internetowym pogł
oskom, omawiania procesu fotosyntezy.

Wracając jednak do tematu – po 1989 roku również nie było możliwe ani wykreowanie, ani wprowadzenie w życie jakiegokolwiek projektu, który można by nazwać „Polską” i „polskością” w oparciu o takie wartości, jak patriotyzm czy ojczyzna.  Czwarty rozbiór – czyli okres po II wojnie światowej – przygotował grunt pod to, co właśnie obserwujemy: dekonstrukcję tożsamości i jej całkowite rozmywanie. Zmiana mentalności trwa bowiem trzy pokolenia. I właśnie to trzecie pokolenie składa się z jednostek najlepiej przystosowanych do życia w… komunizmie. I to właśnie to pokolenie jest (w przeważającej niestety większości) rodzicami pozwalającymi bez jakiegokolwiek sprzeciwu, aby ich dzieci poddawane były formowaniu tożsamości zgodnej z wizją
konformistycznego konsumenta praw objawionych zgodnych z lewicowymi ideami.

Komunizm uczył przecież bierności i tego, by nie zadawać pytań, by nie myśleć. Zwłaszcza krytycznie. Ten proces bierności poznawczej  pogłębiany jest podczas edukacji: aby osiągnąć sukces na kolejnych szczeblach, trzeba zdawać testy, odpowiedzi otwarte zaś muszą być zgodne z narzuconym kluczem. Innymi słowy ktoś – mający władzę – decyduje, jaka jest właściwa odpowiedź, czyli jak dana jednostka powinna myśleć
.

Aby rozwinęło się myślenie krytyczne, potrzebna jest wiedza, a ta jest ograniczana. Bo wiedza to władza, jak stwierdził – słusznie zresztą – Michael Foucault. Gdy jednostka nie ma wykształconej zdolności samodzielnego myślenia, treści przekazywane w procesie kształcenia są przyswajane przez nią bezkrytycznie. Tym bardziej że takie myślenie nie jest mile widziane w placówkach oświatowych. Podważanie prawd objawionych może się skończyć
katastrofalnie.

Szkoła staje się powoli miejscem intelektualnej tresury. Nie pytaj, dlaczego jedzenie robaków jest zdrowsze niż jedzenie mięsa ani dlaczego krowy puszczające gazy są szkodliwe dla środowiska, a już absolutnie nie kwestionuj tego, że planeta płonie. Nie wspominając o kwestiach związanych z biologią, w tym biologią człowieka – nie podważaj twierdzenia o istnieniu więcej niż dwóch pł
ci!

Zmniejszanie zakresu treści programowej wraz ze zniesieniem obowiązku prac domowych jest pozornym działaniem mającym podnieść dobrostan uczniów. Bez repetycji nie ma możliwości przejścia treści z pamięci krótkoterminowej do długotrwałej. Bez ręcznego pisania nie ma stymulacji – mówiąc w skrócie – rozwoju połączeń neuronalnych w mózgu. Edukacja stała się mechanizmem produkującym biernych odbiorców treści, ludzi niezdolnych do samodzielnego myślenia krytycznego. A takimi jednostkami łatwo się manipuluje i tak de facto produkuje się konformistycznych konsumentó
w.

W tym miejscu warto zapoznać Czytelniczkę/Czytelnika z pojęciem hegemonii, które moim zdaniem doskonale tłumaczy proces dekonstrukcji tożsamości, jaki możemy obecnie zaobserwować. Pojęcie „hegemonia” wprowadził Antonio Gramsci w Zeszytach więziennych na określenie sposobu sprawowania władzy, którego mechanizm polega na tym, iż rządzeni uwewnętrzniają pożądane wartości. Rządzący sprawują władzę, posługując się stereotypami, potocznymi wyobrażeniami, bez stosowania przymusu bezpośredniego. I właśnie ten ostatni element doskonale wyjaśnia zjawiska zachodzące we współczesnych społeczeństwach, szczególnie na gruncie powiązanym z kulturą. Treści obrazujące wartości stojące w sprzeczności z wartościami konserwatywnymi są odbierane przez konsumentów, którzy tych treści nie kwestionują. Dodatkowo osoby zgłaszające jakikolwiek sprzeciw przeciwko normalizowaniu czegoś, co było określane jeszcze kilka lat temu jako zaburzenie, są skazywane na ostracyzm. Głośny protest przeciwko promowaniu w przestrzeni publicznej choćby sprowadzania osób z Afryki czy Azji, LGTB+ lub promiskuityzmu oznacza w najlepszym przypadku narażenie się na cancel culture. Jednocześnie opowiedzenie się po stronie wartości konserwatywnych powoduje takż
e swoiste wykluczenie.

Ci, którzy mają władzę (w obszarze edukacji prezentujący te a nie inne treści), przedstawiają swoje cele i interesy w formie celów i interesów nie swoich własnych, partykularnych, lecz uniwersalnych, czyli takich, które mogą się stać i stają się celami grup podporządkowanych. Jedność społeczna dokonuje się na poziomie dyskursywnym (symbolicznym). W ten sposób kształtowana jest tożsamość
zbiorowa.

Pozwolę sobie wskazać tu, że winna, czy też współwinna postępu tego procesu jest kultura popularna, ale ten wątek rozwinę w jednym z kolejnych esejó
w.

Wracając jednak do głównego tematu, czyli edukacji – te wszystkie subtelne (mniej lub bardziej) oddziaływania skierowane do młodych ludzi w okresie kształtowania ich tożsamości powodują, że są oni szczególnie podatni na manipulacje. Jeśli dodatkowo młoda osoba w swoim rodzinnym domu nie jest uczona kwestionowania, a wręcz wpaja się jej tu przekonanie o konieczności podporządkowania się, to siłą rzeczy nawet nie próbuje ona podważać tego, co jest jej – czasem w sposób nachalny – prezentowane. Przykładem może być choćby wprowadzana przez obecny rząd edukacja zdrowotna, która mimo zdecydowanego sprzeciwu rodziców ma się stać przedmiotem obowiązkowym zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej. Szczęście w nieszczęściu, iż uczestnictwo w module dotyczącym zdrowia seksualnego pozostawiono w gestii rodziców.

Jeśli uważają Szanowni Czytelnicy, iż przesadzam, to chciałabym Państwa odesłać do podręcznika edukacji seksualnej w Niemczech, gdzie informuje się już najmłodszych nastolatków (dzieci 11- lub 12-letnie) o aborcji, nekrofilii, zoofilii, gwałcie zbiorowym, a także zachęca do tego, aby – w dość dużym skrócie – pozbyli się jakichkolwiek zahamowani moralnych dotyczących zachowań seksualnych. A wszystko to w duchu wolności wyrażania siebie oraz własnej seksualnoś
ci.

Ktoś może pomyśleć: „Dobrze, ale to w Niemczech”. Zgadza się. Ale to właśnie w Niemczech najpierw pojawili się uchodźcy, to w Niemczech można zawrzeć małżeństwa jednopłciowe – by podać dwa przykłady tylko. A przecież już 12 czerwca 2026 ruszy w Polsce mechanizm solidarnościowy dotyczący migrantów, zaś nowe przepisy mają umożliwić u nas transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą.  Na naszych oczach następuje znacząca, kolejna zmiana społeczna: zmienia się struktura etniczna ludności w Polsce. Ten wątek również pozwolę sobie tylko zarysować
.

Dekompozycja obiektywnego statusu prawdy i uniwersalnych wartości, którą obserwujemy, znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w zjawisku nazywanym postprawdą, dominującym we współczesnej sferze publicznej. Postprawda nie jest zwykłą negacją prawdy czy prostym kłamstwem, ale stanowi specyficzną formę dyskursu, w której obiektywne fakty tracą znaczenie na rzecz emocjonalnych manifestacji oraz osobistych przekonań. Relatywizacja kryteriów poznawczych sprawia, że każda opinia zyskuje status równorzędnej narracji, co prowadzi do uwiądu debaty publicznej i uniemożliwia wypracowanie konsensusu opartego na racjonalnych przesłankach. To, co kiedyś określane było zaburzeniem  i podlegało procesowi leczenia (czy nawet penalizacji), dziś jest normalizowane pod hasłem „wolności”. Przykładem może być choćby kwestia małżeństw jednopł
ciowych i adopcji przez takie pary dzieci.

Interesujące (i mocno zastanawiające tym samym) jest to, że kreatorzy nowych wartości są jednocześnie bardzo tolerancyjni w kwestii sprowadzania i osiedlania osób będących wyznawcami islamu. Można by się zastanawiać, czy nie jesteśmy świadkami zderzenia cywilizacji, o którym swego czasu pisał Samuel Huntington. O zderzeniu świata wartości chrześcijańskich i islamu, o zmianie religijnego krajobrazu Europy również będę pisać, mając nadzieję, iż podsunę Państwu wątki do rozmyślań
.

Bloom_and_books